BKS STAL Bielsko-Biała - Pniówek Pawłowice Śląskie
BKS Stal Bielsko-Biała - Pniówek Pawłowice Śląskie 1:2 (1:1)
Bramki: 0:1 Mazurek (20 min.), 1:1 Wawrzyniak (34 min.), 1:2 Szczyrba (53 min.)
Żółte kartki: Antczak, Baron, Maciejewski - Łacek, Szczyrba
BKS Stal: Żebrowski – Baron, Antczak, Suchowski, Rucki, Musiał (81. Góral), Witor (60. Papatanasiu), Profic (74. Ozimina), Maciejewski, Wawrzyniak, Zdolski
Pniówek: Kuterek – Woniakowski, Goik, Gad, Łacek, Tkocz, Szczyrba, Stramski (89. Dudek), Przybyła, Mazurek (90+4. Manaj), Żbikowski (78. Zyzak)
Po badawczym początku meczu w 5. minucie goście bliscy byli objęcia prowadzenia. Zza linii pola karnego uderzył Michał Szczyrba, a rykoszet od jednego z defensorów naszego zespołu omal nie zaskoczył Marka Żebrowskiego. Kilka chwil później dwukrotnie odpowiedzieli bielszczanie. Wpierw piłka po kornerze trafiła do Damiana Zdolskiego, którego strzał wybronił Adam Kuterek. W 9. minucie natomiast po składnej akcji w środek bramki główkował Tomasz Wawrzyniak. W kolejnych minutach ofensywne poczynania ustały, godne odnotowania jest jedynie uderzenie Łukasza Antczaka – mocne, ale bardzo niecelne. Nieoczekiwanie w 20. minucie goście objęli prowadzenie. Z odległości ponad 20 metrów na strzał zdecydował się Marcin Mazurek, a futbolówka znalazła miejsce przy słupku bramki gospodarzy. Bielszczanie zabrali się do odrabiania strat. Próby Zdolskiego i Przemysława Suchowskiego nie znalazły jeszcze drogi do siatki, ale w 34. minucie do wyrównania doprowadził Wawrzyniak. Asystę przy strzale z siedmiu metrów zaliczył Marek Profic. Pięć minut po wyrównującym trafieniu autor gola omal nie wpisał się po raz drugi na listę strzelców. Z trudem uderzenie zza pola karnego wybił na rzut rożny golkiper Pniówka. I choć napór gospodarzy nie ustał do gwizdka sędziego kończącego pierwszą odsłonę rezultat nie uległ zmianie.
Na wstępie drugich 45 minut zaatakowali goście. Okazję na strzelenie gola miał Mazurek, ale strzał z rzutu wolnego zastopował Żebrowski. W 53. minucie jednak przyjezdni dopięli swego. Trafienie numer dwa to zasługa Szczyrby, który indywidualną akcją skierował piłkę do bramki bielszczan. Miejscowi dążyli do jak najszybszego odrobienia strat, ale nie potrafili stworzyć poważniejszego zagrożenia. Coraz więcej miejsca mieli za to goście, a niebezpieczne kontry sprawiały sporo kłopotów naszym defensorom - próbowali m.in. Mazurek i Robert Tkocz. W 79. minucie bliski podwyższenia wyniku był Dawid Stramski. Utracie gola zapobiegła interwencja golkipera bialskiej Stali. Miejscowych próbował poderwać Dariusz Rucki, ale strzał głową był zbyt słaby, aby zaskoczyć golkipera przyjezdnych. Na więcej tego dnia naszych piłkarzy nie było już stać, choć w ogromnym zamieszaniu w 90. minucie omal nie padł gol wyrównujący. Po komplet punktów sięgnęli ostatecznie pawłowiczanie.
Pomeczowe opinie
Marek Mandla (szkoleniowiec BKS-u Stali): - Jasno trzeba sobie powiedzieć, że zarówno w tym meczu, jak i w poprzednich wcale nie graliśmy z drużynami gorszymi. Tabela nie może mylić, że wszystkie zespoły niżej sytuowane są słabe. Pniówek ma w swoich szeregach zdecydowanie więcej doświadczonych zawodników niż my i można by odwracając kota ogonem zapytać, jak to możliwe, że zajmujemy drugie miejsce w tabeli. Mamy problemy kadrowe. Nie mogli zagrać dziś Matejko, Rejmanowski oraz Wojtków, a to przecież piłkarze stanowiący trzon naszego zespołu. Wydaje mi się, że pierwsza połowa spotkania była po naszej stronie, bo od momentu straty gola osiągnęliśmy przewagę. Brakowało jednak zawodnika doświadczonego, który poukładałby grę ofensywną. Chłopcy są na dorobku i brak zdecydowania, siły rażenia był w tym meczu widoczny. Kuriozalny gol na 2:1 ustawił grę do końca, a na skomasowaną obronę gości nie znaleźliśmy spokoju. Brakowało szczegółów, dokładnych podań, dograń, w polu karnym natomiast graliśmy zbyt pasywnie.
Karol Michalski (szkoleniowiec Pniówka): - Nie przyjechaliśmy się tutaj bronić, bo trudno o taką postawę, gdy w czterech ostatnich meczach strzela się 14 bramek. Chcieliśmy grać otwartą piłkę i cieszę się, że tak to właśnie dziś wyglądało. Przyznam, że po straconym golu w 34. minucie trochę zniknęliśmy z „piłkarskiego horyzontu” i gospodarze przejęli inicjatywę. Otwarcie drugiej połowy było dobre i tak ten mecz się zakończył. Wynik odzwierciedla to, co działo się na boisku. Cieszę się z realizacji zadań przedmeczowych, choć nie brakowało też momentów słabszych. Zespoły rywalizujące dziś doskonale się znają i decydowała dyspozycja dnia i nastawienie do spotkania piłkarzy obu ekip.







